Jedną nogą w Polsce a jedną nogą w Szwajcarii czyli rozterki emigrantki

Wyjazd do pięknej Szwajcarii wydawał się spełnionym marzeniem z dzieciństwa, które nosiłam w sobie od momentu, w którym pierwszy raz zobaczyłam reklamę czekolady Milka. Wysokie ośnieżone szczyty gór, soczyste zielone i ukwiecone łąki, uśmiechnięci wędrowcy z plecakami przeskakujący prze wartkie i krystalicznie czyste strumyki. Gdy kilka lat temu mój partner zapytał mnie gdzie chciałabym mieszkać w Europie odpowiedziałam wtedy bez wahania – w Szwajcarii. Nie myślałam, że moje paplanie weźmie poważnie i w przeciągu 3 lat stanę się auslanderem w Helwecji

Der Schweiz ist schön aber in der Schweiz alles ist andere

Szwajcaria kulturowo różni się od Polski. I pewnie to temat na zupełnie inny wpis. Szwajcarzy są bardziej zamknięci od Polaków. Lubią porządek, nie tolerują spóźnialstwa i chyba nie mają większej potrzeby poznawania innych kultur. Wielu Szwajcarów uważa, że ich kraj jest najpiękniejszy, że to właśnie w ich kraju żyje się najlepiej i nie mają ciągot by spędzać urlop za granicą. (Istnieją oczywiście również wyjątki potwierdzające regułę.) Gdy ktoś ze Szwajcarii pyta mnie jak mi się podoba w tym pięknym kraju odpowiadam zazwyczaj : Szwajcaria jest piękna ale tutaj wszystko jest inne (Der Schweiz ist schön aber in der Schweiz alles ist andere). Szwajcarzy nie mają w zwyczaju drążyć tematów, które mogą okazać się niewygodne dla rozmówcy. A dla mnie rozmowa o tym czy podoba mi się na emigracji jest niewygodna.  Bo jak przy kiepskiej znajomości języka niemieckiego wyjaśnić tak trudne kwestie  jak budowanie więzi, przynależność do grupy, utrzymywanie więzi na odległość czy Heimweh (tęsknotę za ojczyzną)? Mam z tym nawet problem w ojczystym języku.

Emigracja bez daty powrotu

W Polsce zwykło się mówić o emigracji tylko w kontekście zarobkowym. Polak to emigrant ekonomiczny, który w Polsce ledwo wiąże koniec z końcem a za granicą żyje jak Król. Nie mówi się o tych Polakach którzy wyjechali w innym celu. Za rodziną, za karierą, za zmiana stylu życia lub otoczenia. Te inne niż ekonomiczne aspekty emigracji zmieniają sposób patrzenia na Kraj osiedlenia. Moim zdaniem emigranci wtedy podejmują znacznie częściej próbę asymilacji. Uczą się języka, działają w lokalnych stowarzyszeniach, przyjmują lokalne zwyczaje i tradycje.

Przed wyjazdem nikt mi nie powiedział, jak wygląda taka emigracja – bez daty powrotu. Emigracja w celu osiedlania na stałe. Jak będą wyglądać moje racja z rodziną i przyjaciół mi w Polsce oraz zawieranie nowych znajomości w nowym kraju.

Prawdą jest… a w zasadzie moja prawdą objawiona jest to, że nie da się dbać należycie o relacje w Polsce mieszkając za granicą. Zawsze trzeba komuś odmówić, kogoś rozczarować. Nie sądziłam, ze będzie dla mnie to takie trudne. Moje przyjazdy do Polski są intensywne.  Wyglądają tak, że jestem zmęczona już po kilku pierwszych godzinach. Harmonogram spotkań jest napięty. Z każdym chcę się spotkać, każdego odwiedzić, z każdym pobyć, pokazać, że o nim pamiętam, że jest dla mnie ważny. Na koniec dnia mam jednak poczucie, że byłam wszędzie za krótko. Spotykam się czasem z pretensjami, rozczarowaniem i smutkiem. Te wszystkie emocje zabieram ze sobą. I zaczynam kwestionować swój wybór. Czy było warto? Czy to rzeczywiście spełnienie marzeń? Czy rzeczywiście żyje mi się tam lepiej?

I trochę czasu upłynęło zanim zrozumiałam, że…

Nie da się żyć na emigracji bez uczucia, że coś omija cię Polsce. Śluby, wesela, narodziny dzieci, oblewanie zawodowych sukcesów przyjaciół oraz inne aktywności w których ty nie uczestniczysz, a które obserwujesz po fakcie przez szklany ekran komputera dzięki mediom społecznościowym.

Nie da się żyć na emigracji i jednocześnie być dobrą córką, siostrą, przyjaciółką, kuzynką, wnuczką, koleżanką. Nie da się w tym rozumieniu, że zawsze któraś z tych ról nie zostanie do końca należycie spełniona.

I trochę czasu upłynęło zanim pożegnałam słowo „ należycie” i zaakceptował to jak niedoskonale idzie mi dbanie o moje relacje z najbliższymi mieszkającymi w Polsce.

Budowanie więzi za granicą jest trudne.

Zwłaszcza w kraju gdzie istnieją inne zasady kulturowe nawiązywania relacji. Kiedyś usłyszałam stwierdzenie, że Szwajcarzy nie wchodzą w relacje z auslanderami bo zazwyczaj ci po kilku latach wracają do swojego kraju. Nie wiem czy to prawda. Wiem, że mojej sąsiadce starszej Szwajcarce zajęło rok zanim zagadała mnie smal tokiem spotykając mnie przy skrzynce na listy. I wiem, że z innymi sąsiadami (również obcokrajowcami) nie rozmawia wcale.

Pamiętam rozmowę z inną Polką, która powiedziała mi, że po przyjeździe do Szwajcarii chciała upiec ciasto i wrzucić liściki sąsiadom do skrzynek z napisem „cześć jesteśmy nowymi sąsiadami zapraszamy do nas na kawę i ciasto, mieszkamy na parterze” a jej maż szwajcar powiedział, ze tak się w Szwajcarii nie robi. Że szwajcarzy odbierają takie zaproszenia jako natarczywość. I że czują się zawsze niezręcznie z takimi zaproszeniami. Jest to bardzo ciekawe stwierdzenie. Oczywiście pewnie wielu szwajcarów się z tym zgodzi ale istnieją oczywiście wyjątki. Nasi znajomi Polacy dostali bardzo podobne zaproszenie na wspólne obserwowanie parady podczas Fastnacht w Bazyleii właśnie od swojej sąsiadki – Szwajcarki.

Inna historia zasłyszana od pewnej Brytyjki pracującej dla jednego z urzędów w kantonie Zug mówiła o tym, że po 3 latach wspólnej pracy jej koleżanka Szwajcarka z biura zaczęła jej mówić dopiero na ty. Wcześniej nie rozmawiała z nią prawie wcale mimo że ich dzieci chodziły do tej samej szkoły.

Autor książki „Swiss Watching” Diccon Bewes przytacza wymyślone przez niemieckiego psychologa Kurta Lewina ciekawe porównanie szwajcarów do kokosów. Wg tej owocowej analogii Szwajcarzy są jak kokosy. Twarda i niedostępna skorupa chroni ich wrażliwe, delikatne i płynne wnętrze. Gdy się jednak przez nie przebijesz czeka cię dozgonna szczera przyjaźń. Wg Lewina zaś inne kraje to brzoskwinie gdzie miękka skórka ułatwia nawiązywanie pierwszego kontaktu jednak przez sam środek gdzie znajduje się pestka ciężko się przebić. Czyli z przedstawicielami innych krajów łatwo nawiązać dialog ale ciężej o prawdziwą przyjaźń.

Z doświadczenia wiem jednak, że Szwajcarski styl zycia nie sprzyja nawiązywaniu relacji w ogóle:

  • Powód pierwszy

– cel emigracji kariera lub rodzina. Jeśli ktoś przyjechał tutaj w celu rozwoju swojej kariery to naturalne jest to, że będzie stawiać ją na pierwszym planie. Nie łatwo umówić się na piwo z kimś kto, w tygodniu dużo pracuje a weekendy ma zarezerwowane dla rodziny. Z ludźmi, którzy mają dzieci jeszcze ciężej się spotkać. Jeśli nie mają w Szwajcarii nikogo to załatwienie opieki dla dzieci na wieczór wymaga nieco więcej czasu.

  • Powód drugi

– stopień zeszwajcarzenia. Ten termin został usnuty chyba przez autorów bloga  newlyswissed .

Gdy emgirant się zeszwajcarza to oznacza to nabywanie wszystkich stereotypowych dla szwajcarskiego społeczeństwa cech takich jak między innymi przesadna punktualność, uporządkowanie, dokładność, czystość dbanie o środowisko i bezpieczeństwo oraz komfort swój i innych w relacjach. Nie ma w tym oczywiście niczego złego. Jednak w nawiązywaniu relacji może przybrać to wręcz karykaturalny obraz, który krótko obrazuje poniższy zasłyszany dialog:

– Cześć, pomyślałam, że powinniśmy się spotkać na kawę.

– O super powinniśmy! Zadzwonię do ciebie za dwa dni kiedy przedyskutuję z mężem jego harmonogram i moje plany na najbliższe 3 tygodnie.

– Super, ustal z mężem daty i godziny kiedy pasuje wam się spotkać na kawę i wrócę do ciebie za 4 dni kiedy ustalimy z mężem jak nam pasuje się spotkać.

Koleżanka z kursu językowego właśnie w taki sposób dbając o wsyztskie konwenanse próbowała się umówić z sąsiadami na kawę przez pół roku.

  • Powód trzeci

To że wszyscy jesteśmy emigrantami nie oznacza, że musimy za sobą nawzajem przepadać. Tu przychodzi mi na myśl opowieść znajomych gdzie ktoś przedstawił im jakiegoś innego Polaka z myślą, ze powinni się dogadać bo są z Polski i oboje są za granicą. Podczas gdy nie mieli ze sobą z byt wiele wspólnego. Sama doświadczyłam takich spotkań. Zadajesz sobie wtedy pytanie co ja robię na tym spotkaniu „kawowym” z tymi osobami gdy tak naprawdę w Polsce omijam takich ludzi szerokim łukiem. Z cudzoziemcami z innych krajów również nie jest łatwo. Różnice kulturowe są często potężna barierą utrudniającą poprawą komunikację.

  • Powód czwarty

Jestem za stara.

Tak to prawda, jestem za stara aby było mi łatwo nawiązywać nowe relacje. Zawsze myślałam, że jestem ekstrawertykiem i nie mam z tym problemu. Im jestem starsza tym bardziej boleśnie przekonuję się, że sprawia mi to dużo wysiłku. I nie wykluczone że ten ostatni powód jest dominujący.

Zum schluss

Podsumowując. Życie za granicą wymaga wielu umiejętności miękkich, które wypracować trudno po trzydziestce. Dbania o relacje, jak i nawiązywania nowych jest trudne i wycieńczające ale nie jest niemożliwe. Emigracja może być świadomym wyborem (nie ekonomicznym) niemniej jednak nie czyni to jej łatwiejszą. Akceptacja tego, że teraz twoje kontakty z rodziną i przyjaciółmi w rodzimym kraju będą wyglądać inaczej bardzo się przydaje. Łatwiej jest zaangażować się w bycie tu i teraz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *