Alzacja bez planu smakuje najlepiej

Gdybyśmy Planowali te podróż musielibyśmy wziąć przynajmniej 2 dni wolnego blisko weekendu by nacieszyć się w pełni urokiem Alzacji. Tak się nie stało, gdyż ten wyjazd zaplanowali za nas znajomi. Spontanicznie w sobotni ranek ruszyliśmy zatem do Bazyleii a z Bazylei to już tylko rzut beretem do Francji gdzie Alzacja wita połaciami winorośli.

Moja ignorancja sięga zenitu gdy mijamy znak ”witamy w Alzacji”. O regionie nie wiem nic poza tym, że słynie z uprawy winorośli. Dowiaduję się dopiero od moich współtowarzyszy podróży, że region ten niegdyś był niezależnym związkiem dziesięciu niezależnych miast Alzacji zwanym Décapole. W 1648 w następstwie traktatu wersalskiego Alzacja została przekazana Królestwu Francji. Ponad 160 lat później północne skrawki Alzacji zostały wcielone do Bawarii. W 1919 Francja odzyskała Alzację (traktat wersalski) aby w roku 1940 stracić ją ponownie na rzecz Niemiec (a właściwie III rzeszy). Dopiero w listopadzie 1944 roku Alzacja znowu wchodzi w granice Francji.

Słuchając tej burzliwej historii nie dziwi fakt przeplatania się niemieckobrzmiących nazw miejscowości z francuskobrzmiącymi.

Na alzackie ziemie przybywamy (a jakże!) poza sezonem.

Kaysersberg. widok z wieży zamku Château du Schlossberg.  fot K. Panfil
Kaysersberg. widok z wieży zamku Château du Schlossberg. fot K. Panfil

Nasz pierwszy przystanek Kaysersberg to malownicza wieś z architekturą niczym z bajki Disneya o „Pięknej i bestii” (ale jak dowiaduję się później tutaj wszystkie miejscowości wyglądają właśnie tak). Miasteczko zachwyca spokojem. Turystów jest niewielu. Ludzie siedzą w dosłownie kilku restauracjach na rynku. Piją wino i rozmawiają. Część przyjezdnych spoczywa na ławkach lub murkach i przegryza bagietkę.

Château du Schlossberg. fot K.Panfil

Wybieramy się zobaczyć zamek – Château du Schlossberg. Nasz cel to budowla z XIII wieku a w zasadzie pozostałości po niej. Malowniczo i majestatycznie znoszące się na wzgórzu porośniętym winoroślami. To stąd rozciąga się piękny widok na winnice, małe alzackie wsie i okoliczne wzgórza.

Z zamku zachowała się: wieża, niewielki kawałek muru oraz mały dziedziniec, który do celów piknikowych upodobała sobie jakaś para.

Ulice Kaysersberg.
Ulice Kaysersberg. fot. K.Panfil

Francuzi są  mistrzami w piknikach. Butelka wina, ser, bagietka i nic więcej nie potrzeba aby cieszyć się pięknem natury (i nie być głodnym). Po chwili namysłu postanawiamy zrobić tak samo. Kupujemy bagietki. Wstępujemy do lokalnego sklepu z serami i wybieramy kilka lokalnych przysmaków. Następnie postanawiamy kupić wino w miejscowości Ribeauvillé za namową pani sprzedającej nam ser. Podobno w tej miejscowości znajdziemy duży sklep z wszystkimi lokalnymi winami. Zaintrygowani opowieściami o imponującym wyborze lokalnych win postanawiamy jednogłośnie udać się właśnie do tej miejscowości.

Po drodze tracimy trochę orientację w terenie i sami nie wiemy już czy mieliśmy jechać do Ribeauvillé czy Riquewihr. Te nazwy w końcu brzmią podobnie i znajdują się tuz obok siebie na mapie. Decydujemy się na Ribeauvillé. Do „wielkiego sklepu z wszystkimi lokalnymi winami” nie dojeżdżamy ale zupełnie przypadkiem natrafiamy na rodzinną winnicę prowadzona przez francuzów z polskimi korzeniami Domaine Bott Freres.

Winnica Domaine Bott Freres.
Winnica Domaine Bott Freres. fot. M.Panfil

O winach opowiada nam Nicole Bott. Jesteśmy kompletnie nieświadomi, że jest jedną z włścicieli winnicy. Jej babcia była polką. Jeździ po świecie promując wina które od blisko 2 stuleci wytwarza jej rodzina. Proponuje nam nawet abyśmy wypili wino na tarasie za ich domem skąd rozpościera się widok na całą winnicę. Przynosi nam wodę, noże do sera i kieliszki do wina.

To w takich okolicznościach przyrody odbywa się nasz „alzacki” lunch.

Rynek w Eguisheim.
Rynek w Eguisheim. fot. K.Panfil

Nasz trzeci przystanek to Eguisheim, jedna z najpiękniejszych w pełni zachowanych średniowiecznych wsi alzackich. Tu kupujemy lokalny przysmak – bezę migdałową oraz kokosanki (niekoniecznie są tradycyjne dla tego regionu, ale pani w cukierni zwabiła nas oferując kilka tych ciastek na spróbowanie). Spacerując po wsi w promieniach zachodzącego słońca i dźwiękach gwaru ulicznych restauracji ma się wrażenie jakby czas się zatrzymał.

Winnica Domaine Bott Freres
Winnica Domaine Bott Freres. fot. M.Panfil

Pisząc o Alzacji nie wypada pominąć informacji o alzackim szlaku winnym. Liczy blisko 170 km.  Zaczyna się w Thann na południu regionu  i sięga aż do Marlenheim na północy.
Jest to jeden z najstarszych szlaków winnych we Francji. To właśnie tutaj między równiną Renu a Wzgórzami Wogezów powstaje korzystny mikroklimat do uprawy winorośli gdzie południowa ekspozycja stoków wzgórz winnic na słońce oraz złożony skład geologiczny gleb sprawia, że wina z tego regionu są tak aromatyczne [1].

Nasza krótka, spontaniczna jednodniowa wyprawa po Alzacji dobiega końca. Wiem, że zdecydowanie warto tu wrócić. Oprócz wyprawy po pięknie zachowanych średniowiecznych miasteczkach warto wybrać się tu także na rower, być może odwiedzić zamki i muzea albo pójść na trekking. Alzacja ma zdecydowanie dużo do zaoferowania.

[1] https://www.tourisme-alsace.com/pl/droga-win-alzackich-we-wschodniej-francji/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *